Czy pojawiając się na plaży nie miałaś wrażenia, że idzie za Tobą zakonnica z „Gry o tron” i rytmicznie poruszając dzwonkami woła: „Shame, shame, shame” lub jeśli wyświetlasz sobie wersję z napisami to „wstyd, wstyd, wstyd”? Nie? Na pewno? To pewnie zaliczasz się do tego promila, bo na pewno nie procenta kobiet, które są zadowolone ze swojego ciała.

Cała reszta nie jest.

Dlaczego?

Bo im się na to nie pozwala. Bo jakieś tam wszystkowiedzące panie stylistki walą po oczach artykułami, żeby na plażę nosić – uwaga – bieliznę modelującą! Albo zabudowany niczym gorset strój jednoczęściowy, żeby nie daj Boże, nikt nie zobaczył twojej fałdki tłuszczu. Lub kilku. A już jak masz cellulit albo obwisłą skórę ramion to pozostaje Ci tylko wszystko zakrywająca pianka do nurkowania. W sumie praktyczna bo od razu wyszczupla.

O, albo jedzenie na mieście, w zasadzie wszędzie poza domem. Koszmar dla Ciebie? Może dlatego, że pewna sławna trenerka i pewna już mniej sławna pato-trenerka zachęcają do potępiania każdego osobnika plus size z czymś do jedzenia w ręku. Serio? SERIO?

Wiadomo, że celebrycki świat rządzi się swoimi prawami. i niech te prawa w nim pozostaną. A nasz, zwyczajny, niech ma swoje prawa i dzięki temu będziemy szczęśliwsi. Bo czy rzeczywiście opinia jakiejś obcej osoby, która skupi na Tobie uwagę przez nanosekundę (podczas której pomyśli „ale cellulit”, „ile tłuszczu” lub częściej „jest grubsza ode mnie”) jest ważniejsza od czerpania z życia, słońca i wody pełnym, nieukrytym ciałem? Czy zdegustowany wzrok taksujący to co masz na talerzu lub w ręku ma Cię zamknąć w domu?

Kobieto, weź się ogarnij!

Pokaż całemu światu środkowy palec i żyj jak lubisz. 

Wszyscy dietetycy i trenerzy z prawdziwego zdarzenia mówią, że aby schudnąć należy najpierw zaakceptować swoje ciało, polubić je. A potem je zmieniać. Bo cudowne diety i chudnięcie do bikini body to nie jest droga do sukcesu. Ani do zdrowia. Wiem, co mówię. Całe życie walczyłam z kilogramami – kto mnie zna, ten wie i pamięta. Chudłam i tyłam na zmianę. Aż trafiłam do dietetyczki, pani Kasi i chudłam zdrowo i nie głodując. Fakt, minęły prawie dwa lata a mi przybyło troszkę ciałka bo jednak ciasta – co widać na moim instagramie 😉 – to dla mnie wielka pokusa (innych słodyczy nie ruszam) ale nie rwę z tego powodu włosów z głowy i nadal mam strój dwuczęściowy. Bo w jednoczęściowym mi po prostu za gorąco. I w nosie mam (tak naprawdę gdzie indziej, ale nie wypada tego pisać ;)) czy komuś przeszkadzają moje rozstępy po dwóch ciążach, cellulit i tym podobne pierdoły. Prawdziwe życie nie używa fotoszopa tylko chirurgii estetycznej. A dać się pociąć bo mój brzuch czy piersi odstają od jakiegoś chorego ideału? O nie, nigdy! Przecież moje ciało, tak bardzo niedoskonałe, pozwala mi iść na spacer, przytulić dzieci, jeździć na rowerze czy wyjść na tę cholerną plażę.

Dużo w mojej głowie ułożyła też genialna książka „Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety.” napisana przez doktor Renee Engeln. Przeczytajcie ten krótki fragment…

„Żyjemy w świecie, w którym wmawia się kobietom, że ich największą wartością jest piękny wygląd. Wizerunek kreowany przez koncerny kosmetyczne, kliniki urody, puszczany jest w świat dzięki reklamom, programom rozrywkowym i kolorowym magazynom. Nie powinno więc dziwić, jak wiele z nas cierpi z powodu atakującej nas z każdej strony obsesji piękna. Czujemy się w obowiązku by sprostać wymogom narzucanym nam przez kulturę popularną, którą same po części stworzyłyśmy. Dr Renee Engeln buntuje się przeciwko takiej postawie i przedstawia rozwiązania, które pomogą nakierować kobiety w każdym wieku na ścieżkę pozytywnej samooceny. Przecież wygląd to nie wszystko! Dziewczynki zaczynają myśleć o idealnym wyglądzie w szokująco młodym wieku. 34% pięciolatek przynajmniej czasami świadomie ogranicza ilość spożywanego jedzenia. 28% twierdzi, że chce wyglądać jak panie w filmach i w telewizji. A przecież to pięciolatki, na tym etapie rozwoju powinny nabierać wprawy w posługiwaniu się łyżką i widelcem, w liczeniu do dziesięciu!
Te dziewczynki dopiero się uczą, jak poruszać się w świecie, ale jednocześnie już przejmują się tym, jak wygląda ich ciało, i starają się, aby było go jak najmniej. 40% dziewczynek w wieku 5−9 lat twierdzi, że chciałoby wyglądać szczuplej. 30% trzecioklasistek przyznaje, że bez przerwy martwi się, że będą grube. Nie przejmują się wagą ze względów zdrowotnych, ale przez świadomość, że w przypadku dziewczynek uroda jest ważna, a w naszej kulturze szczupła sylwetka stanowi jej istotny element.”

… i teraz zastanówcie się, ile razy powiedziałyście swojej córce (również już dorosłej), że jest gruba lub za chuda albo że w tej sukience do tych nóg to nie powinna wychodzić. Ja, w nastoletnich czasach słyszałam od mamy (która sama szczupła nie była), że wyglądam jak szafa trzydrzwiowa . I  wychodzenie z kompleksów, niewiary w siebie i brak poczucia bezpieczeństwa zajęło mi prawie 30 lat. Gdy wracam do czasów nastoletnich aż mnie skręca, gdy pomyślę ile łez wylałam, ilu szans sama sobie nie dałam i ile okazji straciłam z powodu durnych kompleksów. Których pewnie nie miałabym, gdyby ktoś mi wtedy powiedział: „Jesteś wystarczająco dobra!”

Przyznaję, nie jestem bez winy, zdarza mi się powiedzieć Miśce, że ma oponkę ale niech za moje usprawiedliwienie przemawia totalna bezradność – nie wiem już jak do niej trafić jeśli chodzi o ograniczenie słodyczy i niezdrowego jedzenia. Nie dla dobrej figury ale dla zdrowia. Jednak to nie działa a takie słowa tylko zatruwają jej dzieciństwo. Więcej nie będę, mam nadzieje, że sama z wiekiem dojrzeje i zrozumie, że chipsy, cola i batonik to tylko od wielkiego dzwonu – zwłaszcza, że prawie w każdym produkcie upchany jest cukier. Na szczęście nie jest to dziecko kanapowe, jest ciągle w ruchu – rower, deska, rolki, basen – a ulubiona lekcja w szkole to wf. I czy ta oponka w czymś jej przeszkadza? W sporcie? W byciu lubianą w szkole i klasie? NIE! Oby też nie przeszkadzała w byciu zdrową 😉

Serio, chciałabyś być ceniona tylko za swój wygląd? A nie za to jaka jesteś?? No chyba, że jesteś Cersei ale wtedy w pełni zasłużyłaś na swoje „shame, shame, shame”, mimo idealnego ciała!

 

 

 

Share: