Jeśli masz dziecko niepełnosprawne to zapewne takie pytanie zagościło w twojej głowie. Oczywiście zakładając, że masz akurat wolne jakieś minimum siedem tysięcy złotych (za opcję podstawową rodzic – dziecko). I nie chodzi o ten Egipt tylko właśnie o turnus w Polsce.

I to jest w zasadzie jedyny minus takiego wyjazdu.

Dwa tygodnie turnusu kosztuje naprawdę dużo pieniędzy, bo sześć i pół tysiąca na ziemi nie leży. Baa, mało tego, często nie leży też na kontach prywatnych lub w fundacjach. Dlatego trzeba szukać funduszy, gdzie tylko się da. W zeszłym roku dostaliśmy darowiznę z firmy Johnny Bros (Angelika, jeszcze raz dziękuję) a w tym roku trochę dopłaciła firma Rimaja, trochę rodzina i znajomi dzięki zbiórce na zrzutka.pl, którą uruchomiłam na początku roku. Najważniejsze, że udało się pospinać całą kwotę i pojechaliśmy. W tym roku ponownie wybraliśmy ofertę lubelskiej firmy TAIRON bo trafiając tam w zeszłym roku niemal przypadkiem, nie zawiedliśmy się ani trochę. Zeszłoroczny turnus nastawiony był bardziej na turystykę (miejscówka – hotel Pod Jedlami w Wiśle – POLECAM!!) więc czasu dla rodziców było mało, w tym roku wiedziałam więc, że będę szukać opcji z większą ilością terapii – lepiej dla dziecka ale i lepiej dla rodzica, który pragnie relaksu i odpoczynku. I znalazłam turnus w Rajgrodzie (ośrodek Knieja, wygooglujcie – warto!). I nie pożałowałam, bo…

… poczułam, że żyję 😉

Dlaczego?

Dla mnie powodów było aż osiem:

 1. Odpoczęłam, tak naprawdę i w pełni. Bibich miał terapię przed południem (9-14!!!!) a ja albo korzystałam z zorganizowanych przez Tairon różnorodnych wycieczek, albo robiłam co chciałam. Kilka razy pozwoliłam sobie na wagary (zwłaszcza, że wycieczki były do miejsc, które już widziałam) i pojechałam sobie z dwa razy do Ełku (bo czystej krwi ze mnie galerianka), do Augustowa z innymi mamami na plotki przy kawie albo po prostu zostałam i nadrabiałam braki w spaniu/czytaniu/netflixie. Po południu też miałam dużo wolnego, bo Bibich albo siedział w jeziorze, albo przebywał ze swoimi kolegami. I tu mamy kolejny plus.

2. Wszystkie dzieci uczestniczące w turnusie mają podobne zaburzenia – spektrum autyzmu. Rozumieją się więc doskonale i potrafią się dogadać – jest to najlepszy z możliwych trening umiejętności społecznych.

3. Nikt nie oceniał ani nie krytykował ani mnie, ani Bibicha. Sporą ulgą dla mnie był brak przymusu ciągłego uważania na to, co on zrobi lub powie.

4. Taki turnus to prawdziwa kopalnia wiedzy wszelakiej wymienianej przy kawie (lub grillu) – od różnorodnych form terapii, nieprzemakalnych prześcieradeł, etui do telefonów, torebek aż po roboty kuchenne i dlaczego te z Biedronki są równie dobre jak Thermomix (Aga, pozdrawiam!).

5. Zwiedziłam okolice, brałam udział w warsztatach  (na przykład malowania na mleku – coś fantastycznego), nauczyłam się nowych rzeczy – bez dzieci! Takie poszerzanie swoich horyzontów dużo daje, zwłaszcza jeśli nie masz na to szans w ciągu roku bo dzieci, praca, dom…

6. Przebywałam w pięknych okolicznościach przyrody: góry/las/jezioro i często zatykało mnie ze wzruszenia z powodu cudownych widoków, zachodów słońca lub saren i zajęcy podchodzących pod sam balkon.

7. Poznałam dużo wartościowych ludzi – z całej Polski – i te znajomości trwają i trwać będą.

8. Nic nie musiałam robić – ani sprzątać, ani zmywać, ani gotować. No a jedzenie to kolejny plus turnusu 😉 Dzięki takiemu nic nie robieniu mamy miały piękne paznokcie – niepołamane i twarde 😉

Jeśli jeszcze wahasz się czy jechać, zastanawiaj się dalej, dzięki temu nie sprzątniesz mi miejsca sprzed nosa 🙂 A ja już zaczynam kombinować fundusze na przyszły rok.

TAIRONie, do zobaczenia w Rajgrodzie!

Ps. Jak widzicie, opisałam turnus głównie z mojego (rodzicielskiego) punktu widzenia. Jeśli chodzi o Bibicha to był szczęśliwy głównie z powodu kolegów, których miał tam całkiem sporo. Terapie (TUS, muzykoterapia, zajęcia sportowe i nordic walking) też lubił, jednakże najmniej chętnie chodził na kijki. To w sumie mnie zdziwiło, bo piechur z niego niezły. Ale był świetnie zaopiekowany i nigdy mu się nie nudziło. A oto głównie chodziło, no nie?

Share: