Drodzy mężczyźni, pozwólcie, że Was oświecę dlaczego, gdy wracacie z zakrapianej imprezy Wasze partnerki mają w oczach mord.

Każda z nich ma pewne doświadczenia z wracającym do domu panem i władcą (w swoim, oczywiście, mniemaniu), któremu plącze się i język, i nogi. Oczywiście wraca grubo po normalnej godzinie powrotu bo zebranie się przedłużyło, bo kolega zaprosił itp. Przychodzi takie to do domu i się zaczyna.

– Będę teraz robił kolację – mówi a ona oczyma wyobraźni widzi już poobcinane palce. Wszystkimi możliwymi sposobami próbuje go odwieźć od tego pomysłu. Czasem jej się udaje, częściej jednak nie. I stoi w drzwiach kuchni z duszą na ramieniu zastanawiając się czy dzwonić po pogotowie, czy jednak dać mu nauczkę i pozwolić na harakiri. W ostatnią Wigilię odpuściłam, bo Rimaj koniecznie musiał wypróbować nowe noże, często reklamowane w tv. Mają moją pełną rekomendację, świetnie obcinają koniuszki palców! Całe święta R. spędził na zmianę: mocząc palec w rivanolu, bandażując go lub łykając środki przeciwbólowe.

Procenty wpływają też na nagłe ocieplenie uczuć, więc zbiera mu się wtedy na wyznania. Ten, który zazwyczaj jest mało wylewny, zaczyna chodzić za kobietą na okrągło pytając:

– Kochasz mnie? No powiedz, że mnie kochasz.

I ona już wie, że masz przechlapane. Ma trzy opcje, każdą beznadziejną:

1). Odpowie „tak” – to on i tak stwierdzi, że kłamie i podsumuje:

– Ty mnie już nie kochasz.

2). Powie, że nie będzie już więcej na to pytanie odpowiadać, to odpowie:

– Ty mnie już nie kochasz.

3). Odpowie, wkurzona, że nie, to stwierdzi:

– Wiedziałem, że już mnie nie kochasz.

Pewnego wieczoru, kiedy usłyszałam to pytanie jakiś pięćdziesiąty raz, powiedziałam, że ma się – delikatnie mówiąc – odczepić. Oczywiście stwierdził:

– Ty mnie już nie kochasz!

Położył się obok Bibisia, przytulił go i spytał:

– Kochasz tatę? Powiedz, że kochasz tatę.

Albo pójdzie takie to do łazienki w sobie tylko znanym celu i słuch wszelki po nim ginie. Ani widu, ani słychu, a łazienka zajęta. I naprawdę nie wiadomo co robić. Pewnego razu, gdy pęcherz już dłużej nie chciał wytrzymać, zbuntowałam się i wparowałam do łazienki. I co widzę? Rimaj leży na podłodze, fantazyjnie owinięty wokół kibelka, i śpi. I jeszcze sobie ręczniki podłożył pod głowę, żeby mu miękko było!

I jeszcze ten SDN czyli syndrom dnia następnego. Najlepiej żeby wszyscy na paluszkach chodzili, nie daj Boże o coś poprosić lub wyrazić chęć wyjścia na spacer. I żeby zawsze pod ręką była pepsi. Albo miska. Albo klinik.

I tu, drogie Panie, pole do popisu dla Was! Zemsta smakuje najlepiej serwowana na zimno – a więc cierp grzeszniku! Radio nastawione o duże ciut głośniej niż zazwyczaj? Zakupy ubraniowe dla całej rodziny w tłocznej galerii? Zabawa w berka z dziećmi po całym mieszkaniu? Ye, yes, yes – jak to mówił klasyk. Nota bene już rozwiedziony.

Share: