Duże miasta nie są świetne. Zapewniają anonimowość – wychodzisz na ulicę i znikasz.  I przestajesz się starać bo możesz iść bez makijażu, w piżamie, bez butów. I nic się nie stanie. Nie to co w moim miasteczku. Idę ze śmieciami i pięćset razy odpowiadam na dzień dobry. I to nie najbliższym sąsiadom tylko ludziom na ulicy, uczniom, ich rodzicom. Więc trzeba się wymalować, ubranie dobrać kolorystycznie do worka ze śmieciami. Nie może być wstydu na dzielni.

Duże miasta nie są świetne. Ograbiają cię z czasu domowego dając okazję wyjścia wieczorem do knajpy lub kina. Lub na niedzielne śniadanie. Nie to co w moim miasteczku. Po dwudziestej musisz siedzieć w domu bo otwarta jest tylko jedna kebabownia. A śniadanie to możesz zjeść w swojej kuchni. Gorzej jeśli właśnie jest to niedziela niehandlowa  a ty masz pustkę w lodówce. Idziesz więc jak wielki pan do McDonald’s i korzystasz z jego bogatej oferty śniadaniowej.

Duże miasta nie są świetne. Dotarcie na drugi koniec miasta zajmuje ci pół dnia, powrót drugie pół więc na pracę zostaje ci jedynie noc. A sen? I jeszcze te korki i smog. Nie to co w moim miasteczku. Maksymalnie dwadzieścia minut i dotrzesz wszędzie. W korku stoisz tylko chwilę i tylko w określonych godzinach. I smogu prawie nie ma bo tu nikt w piecach nie pali.

Duże miasta nie są świetne. Masz zbyt duży wybór kawiarni, możesz codziennie przez miesiąc a nawet rok chodzić za każdym razem do innej. Wegańskiej, buddyjskiej, domowej, sieciowej, bezkofeinowej. Nie to co w moim miasteczku. Mamy tu kilka kawiarni, w których już od wejścia wiedzą, jaką kawę pijesz. A jak jesteś na diecie to wszyscy znajomi już o tym donieśli i o cieście możesz zapomnieć. I o cukrze też.

Duże miasta nie są świetne. Są autobusy, tramwaje, trolejbusy, kolej podmiejska a nawet metro. I pół dnia tracisz na decyzję co dziś wybrać i dlaczego właśnie to. I jeszcze potem się okazuje, że pojechałeś w kompletnie innym kierunku. Nie to co w moim miasteczku. Do wyboru są tylko autobusy, kilka linii. I do niektórych miejsc jeździ tylko jeden na godzinę. Jeśli się spóźnisz – idziesz piechotą. Latem to miły spacerek, a gdy pizga złem udajesz bogacza i szarpiesz się na taksówkę.

Duże miasta nie są świetne. Otacza cię w nim ciągły hałas. W dzień pojazdy, pisk hamulców, rozmawiający ludzie. W nocy co chwilę przejeżdżają karetki na sygnale. Albo policja. Albo straż pożarna. Albo wszystkie trzy razem, tuż pod oknami. Naprawdę nie wiem, jak ludzie mogą tam spać. Ja po dwóch bezsennych nocach zainwestowałam w zatyczki i jedyne co słyszałam, to odgłosy procesów zachodzących w moim ciele. Bardzo wkurzające dźwięki. W moim miasteczku mogę spać spokojnie, jedyny hałas, który mnie budzi to mówiący przez sen Bibich albo straż pożarna wjeżdżająca na podnośniku do sąsiada na czwartym piętrze, który postanowił zostawić włączony piekarnik.

Duże miasta nie są świetne. Masz do wyboru tyle miejsc rozrywki, że nie potrafisz wybrać. Kino, teatr, dyskoteka, pub, nocna gra miejska, wieczorna sesja jogi, rajd po galeriach… Nie, to stanowczo za dużo zwłaszcza jeśli jesteś kobietą. I masz stały problem z podjęciem decyzji. Nie to co w moim miasteczku. Jedno kino, ogołocona ze sklepów galeria, jeden basen. I koniec. Łatwa decyzja, nawet jeśli podjęta przez losowanie. I spokój dla ducha, nie męczonego już wieloma alternatywami.

Małe miasta są świetne. Ułatwiają życie.

Panie Podsiadło, napisał Pan piosenkę w sam raz dla mnie bo jestem z małego miasta i dobrze mi z tym.

 

 

Share: