Oto moja historia. Jestem człowiekiem kulturalnym, dobrze wychowanym i spokojnym. Naprawdę trzeba się postarać, żeby wyprowadzić mnie z równowagi. Może to zasługa osiemnastu lat pracy w szkole? Wiecie, wiele widziałam, wiele przeżyłam, nic mnie nie zaskoczy. Jednak gdzieś trzeba spuścić powietrze, żeby nie zwariować. Ja mam swój azyl w samochodzie, oczywiście tylko, gdy jestem w nim sama.

Jak wygląda moja droga do pracy?

– No jedźże do jasnej cholery, kto mu dał prawo jazdy!! Taaak, wolniej jeszcze, przecież czasu mamy w pip! No i czego hamujesz?? A, chłopak na przejściu? I jeszcze się w ten telefon gapi! Ciekawe co ma tam ciekawego napisane? „Wdech wydech”?? Może jeszcze cała grupa przedszkolna przejdzie po tych, kurna, pasach! No dalej, dalej, jedziemy. No jeeeedź! I oczywiście czerwone, bo panienka przyspieszyć nie mogła. Tak, do ciebie mówię. Pewnie masz prawko od dwóch dni to się przyspieszyć do czterdziestki boisz! Dobra, jedziemy, nareszcie. I gdzie się pchasz na tym rondzie? Ja mam pierwszeństwo, padalcu jeden! Jasne, może jeszcze ze trzy autobusy się tu wtarabanią? A ty co? Mistrz kierownicy jakiś? Myślałby kto, że jak ma audi to od razu prowadzić umie. No, jestem wreszcie. I oczywiście miejsca do zaparkowania znowu nie ma. Może by szanowni koledzy i koleżanki z pracy z komunikacji miejskiej zaczęli korzystać?

Droga do pracy zajmuje mi w najgorszym razie piętnaście minut. I szczerze się przyznaję, że często lecą brzydsze słowa niż „kurna”. Młody czytelniku, nie bądź zgorszony. Ty często używasz tych słów nawet bez auta. A ja po takiej dawce oczyszczającego nerwu mam naładowane baterie na cały dzień. I jak do tej pory mandat miałam tylko jeden i skasowane auto też tylko jedno. Bo wjechało we mnie zimą pancerne Seicento rozbijając moją kochaną Merivę totalnie. Kiedy wysiadłam z auta, pierwsze słowa, które skierowałam do dziewczyny w Seicento były:

– Jak pani nie umie jeździć, to niech pani nie jeździ.

Noo, Seicento to ona już nie pojeździła. Za to ja musiałam jeździć Pierdzikiem tej marki, który należy do mojej mamy (dopóki nie kupiliśmy nowego samochodu). I to dopiero była trauma. Jak można bez wspomagania??? Bez Klimy? BEZ RADIA????

A ostatnio jechałam z Bibichem i ktoś nam zajechał drogę. A mój syn ze stoickim spokojem:

– Jak jeździsz, ośla łąko!

Rośnie nowe pokolenie, nie ma co!

Share: