Miasta rezygnują z pokazu fajerwerków ze względu na zwierzęta. Super! Popieram! Ale… z całkiem innych powodów. Każdy kto ma nadwrażliwe na hałas dziecko wie, że panikujący pies to pestka. Nie wierzycie? Przedstawiona poniżej mrożąca krew w żyłach historia wydarzyła się naprawdę a wszystkie osoby w niej występujące są prawdziwe.

Moja mama była na tyle skłonna do poświęceń , że spędzała z dziećmi Sylwestra a my jeździliśmy do znajomych na domówkę. Ta historia wydarzyła się już parę lat temu, jednak nadal jest tak samo wspominana w okolicach 31 grudnia. W każdego Sylwestra dzieci, jeśli nie spały, wychodziły z babcią na balkon oglądać pokaz fajerwerków fundowany nam przez mieszkańców osiedla, same też zapalały zimne ognie. I miały przy tym niezły ubaw. Do czasu. Pewnego razu wybuchy przekroczyły granicę decybeli tolerowaną przez Bibicha. Szybko ewakuował się z balkonu, niestety hałas nadal mu przeszkadzał. Więc co zrobił? Zamknął balkon. Akcja – reakcja. I byłoby po problemie, gdyby nie fakt, że babcia i Miśka na nim zostały. Dopóki było co oglądać nawet im to nie przeszkadzało. Stres się zaczął, kiedy pokaz się skończył a Bibich odmówił otworzenia drzwi i zatykając uszy siedział na kanapie. Nie muszę wspominać, że było zimno? Prośby i groźby nie działały. Babcia zaczęła układać plan ewakuacji z balkonu na piątym piętrze – skakać? sąsiadów wzywać na pomoc? wybić szybę? ale czym? Telefon oczywiście został w domu więc do straży z podnośnikiem nie zadzwoni. Wszystko na nic, nie ma wyjścia, zamarzną tu a my po powrocie znajdziemy ich ciała przyklejone twarzami do szyby. W końcu Miśka wzięła sprawę w swoje małe rączki i zawołała:

– Bibich, jak w tej chwili nie otworzysz tych drzwi, to już nigdy nie oddam ci moich warzyw z obiadu!!!

Zadziałało jak magiczne „Sezamie otwórz się” – drzwi zostały otwarte.

Po tej akcji przez jakieś cztery lata nie dostaliśmy wychodnego w Sylwestra. Na szczęście teraz Bibich przesypia całą akcję fajerwerkową więc odzyskaliśmy wolność.

Share: