Zabije mnie poczucie winy na długo przed emeryturą. Moim strojem będzie od lat noszony wór pokutny, w ręku natomiast trzymać będę niewzruszenie urnę z popiołem do posypywania głowy. Przesadzam?

Zrobię (zapowiedzianą z wyprzedzeniem kartkówkę) rano – krzyk, że uczeń niewyspany; zrobię w południe – no jak mogę, przecież jest głodny i myśli tylko o obiedzie; zrobię na ostatniej lekcji – no jak tak można, po tylu lekcjach, to już jest sadyzm. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Zrobię zapowiedzianą minimum tydzień wcześniej pracę klasową, na którą podałam szczegółowe zagadnienia lub pytania – krzyk bo nie podyktowałam odpowiedzi. Które były wcześniej zapisane do zeszytu lub jak byk widnieją w podręczniku. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Poproszę ucznia do odpowiedzi – kompromituję go przed całą klasą bo nie potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytanie. Z poprzedniej lekcji. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Poproszę delikwenta o powtórzenie tego, co przed chwilą powiedziałam to go poniżam, bo skąd on ma takie rzeczy wiedzieć? Przecież był skupiony na rozmowie z kolegą bądź na odpisywaniu na wiadomość w messengerze. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Po setnym ostrzeżeniu, zabiorę telefon (do odbioru na przerwie) za ciągłe używanie go na lekcji, usłyszę, że zawłaszczam jego własność i lepiej niech zarobię na swój. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Zbyt głośno wciągnę powietrze (aby się uspokoić i powstrzymać od jakichkolwiek uwag gdy pytam enty raz o to samo i otrzymuję błędną odpowiedź lub nie otrzymuję jej wcale – bo uczeń akurat się nie skupił) to przejawiam negatywny stosunek do wyżej wspomnianego. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Wpiszę uwagę, bo uczeń łaciny podwórkowej używa biegle i nieustannie na cały głos – naruszam jego wolność słowa. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Wpiszę jedynkę po trzech zgłoszonych nieprzygotowaniach (braku książek, ćwiczeń i zeszytu) co skutkuje brakiem pracy na lekcji – uwzięłam się i jestem złośliwa. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Podniosę głos i poproszę, aby uczeń wreszcie się uciszył – naruszam jego godność osobistą. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Dosadnie zareaguję na głośno wypowiadane niemiłe uwagi dotyczące wyglądu lub zachowania innych nauczycieli („pani Z. wygląda jakby dopiero co wyszła z jaskini”, „pani X. to taka gruba i wielka jest”) to jestem wredna i wspieram swoja klikę. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

No i znoszę to wszystko mężnie, bo gra jest warta świeczki – zarabiam przecież gruby szmal.

Powyższe przykłady to kompilacja doświadczeń nas, nauczycieli. W dzisiejszej szkole uczeń ma same prawa – ma prawo być niewyspany, nieprzygotowany, niemiły i niekulturalny. I ma w tym, w znacznej mierze przypadków, poparcie rodziców. Bo Wy, drodzy rodzice, nie doszukujecie się źródła problemu, tylko od razu reagujecie na jego skutki. Piszecie listy do dyrekcji lub kuratorium, pomijając rozmowę z najbardziej zainteresowanym czyli nauczycielem. Na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki, kiedy rodzic przyszedł ze swoim dzieckiem do „problematycznego” nauczyciela i na spokojnie wyjaśnił sytuację. Bo ma poparcie innych rodziców, ba! nawet całego społeczeństwa. Popatrzcie na wszelkie wpisy w necie – jaka jest najbardziej nielubiana grupa zawodowa? Bingo! Nauczyciele. Bo jesteśmy nierobami, bo mamy płatne ferie i wakacje, bo mamy wolne weekendy. Bo się nie uśmiechamy, jesteśmy złośliwi i mściwi. A przecież mamy OBOWIĄZEK być mili i sympatyczni, uśmiechnięci i radośni i zawsze (ale to zawsze!) rozumieć postępowanie biednego ucznia i dawać mu miliard kolejnych szans na poprawę oceny.  Zapraszam więc wszystkich do szkoły na próbę. Pouczcie w niej po sześć – siedem lekcji dziennie. Spróbujcie skupić uwagę ponad dwudziestki uczniów przez 45 minut,  tłumaczyć po raz setny tę samą rzecz z ciągłym uśmiechem na twarzy, nie reagować negatywnie na uwagi typu „Pani jest leworęczna? A ja jestem kutasoręczny!”, przyjaźnie reagować na chamskie odzywki dzieci tłumacząc to okresem dojrzewania lub nieciekawą sytuacją w domu.  O i zapomnieć o swoich emocjach bo przecież nauczyciel to cyborg, którego nic nie rusza. Zapraszam, jacyś chętni? Tylko zawczasu zainwestujcie w wór pokutny i popiół.

 

Share: