Każdy  na niego czeka. Długi weekend. Cudowne trzy dni błogiego nicnierobienia. Spania do południa, czytania, oglądania Netflixa – no po prostu szczyt marzeń. Ale tylko jeśli jesteś szczęściarzem. Bo jak masz pecha, to czeka cię AR-MA-GE-DON!

Mój zaczął się już w piątek po południu. Umówiłam się na babskie spotkanie z najlepszą kobietą pod słońcem, którą znam prawie od urodzenia i która wie o mnie wszystko (K. – Ty wiesz!). Przezornie poszłyśmy do miejscówki w średniowiecznych piwnicach, gdzie nie ma zasięgu. I zeszło nam na poważnych i niepoważnych rozmowach prawie cztery godziny. Wyszłyśmy po 21-ej. I się zaczęło. Telefon oszalał – dziesięć nieodebranych połączeń i kilka smsów: „Umarłaś tam?”, „Kawę w wiadrze podają, że tak długo Ci schodzi?”, „Mama, wracaj, mam gorączkę – 37.5!” Jasne, raz człowiek wyjdzie i od razu alarm chorobowy. Wróciłam do domu, gorączka była opanowana (jeśli to w ogóle można nazwać gorączką) ale dziecko kaszlało niemiłosiernie. Zapodałam leki, poszliśmy spać. Ale spali tylko faceci. Miśka budziła się od kaszlu a ja przez jej kaszel. Sobotnie leniuchowanie odeszło w siną dal bo rano musiałyśmy jechać do medycznej opieki świątecznej czy jak to się tam nazywa. Spędziłyśmy tam ze dwie godziny, co jest tradycją w takim miejscu a na koniec dowiedziałam się, że młoda ma zapalenie płuc. Tadam! Werble, werble, długi weekend! Na szczęście „tylko” antybiotyk, nie szpital. Zostawiłam Miśkę w samochodzie i poszłam zapłacić za parking. Wczytałam bilet – dwa złote, luz. Otworzyłam portfel a tam pusto, tylko karta. Ok, zapłacę kartą. Kurde, nie ma takiej opcji w tej maszynie. I co teraz?? Myślalam intensywnie. W aucie mam jakieś drobne. Poszłam z powrotem do auta. Uff, są akurat cztery pięćdziesięciogroszówki. Poszłam z powrotem do maszyny. Wczytałam bilet, na szczęście nadal dwa złote. Spróbowałam wrzucić monety. No do cholery jasnej!!! Przyjmuje tylko 1, 2 lub 5 złotych! W mojej głowie wyświetlił się pomysł zniszczenia tego szatańskiego pomiotu. Lub zaczerpniętej z serialu „Good girls” (polecam – Netflix) sceny z napaścią na kierowcę następnego w kolejce do parkomatu samochodu, z papierową torbą na głowie, z bronią w ręku, tylko w celu uzyskania opłaconego biletu parkingowego.  Na szczęście w ostatniej chwili przypomniało mi się, że po drugiej stronie ulicy jest sklep. Poszłam, wymieniłam, wróciłam, wreszcie zapłaciłam. Wróciłam do auta, podjechałam pod szlaban. I oczywiście stanęłam tak, że nie mogłam dosięgnąć czytnika.

W domu zaczęłam świętować weekend, uroczyście sprzątając i robiąc obiad. W końcu wolna sobota, a jak!

Reszta weekendu minęła spokojnie, jeśli nie liczyć cogodzinnych pytań o jedzenie (Bibich i Rimaj) i ataków kaszlu (Miśka). Spokój zapewniło głównie youtube. I tu składam podziękowania youtuberom, którzy nagrywają arcyinteresujące filmiki o zdrapywaniu zdrapek lub odpakowywaniu jajek z niespodzianką! Uratowaliście mi długi weekend, młodzież oglądała z emocjami większymi niż mecz reprezentacji narodowej w piłce nożnej. No tak, ale w zdrapkach jest jednak większa szansa na wygraną!

Share: