No przyznajcie się, większość z was ma chociaż małe parcie na szkło i chciałoby przynajmniej raz pojawić się w TV. Być sławnym, bogatym, rozpoznawalnym i podziwianym. Ja miałam to wszystko prawie podane na tacy. Spędzając ostatni weekend lata w Gdyni, całkiem przypadkowo nieomal zostałam sławną aktorką. Ale po kolei. Zajechaliśmy do Gdyni w niedzielne przedpołudnie – był to finał samotnego wypadu z Rimajem (o którym przeczytacie innym razem) i przypadkowo trafiliśmy na koncerty Lata z Radiem. Na Skwerze Kościuszki tłum i korki. Postanowiliśmy zaparkować więc niedaleko, obok kina i Sea Towers. Kojarzycie te kolosy nad samym morzem? Spacerowaliśmy sobie właśnie pomiędzy nimi, kiedy zobaczyłam niewielki tłumek, kamerę i samochód, który miał być filmowany. Z ciekawością godną paparazzi starałam się dojrzeć kto w nim siedzi. Ze dziką radością zdałam sobie sprawę, że w środku siedzi Aktor, którego podziwiam już od dzieciaka, kiedy to kochałam się w nim jako w Janku z Czterech Pancernych. No nie, sam Janusz Gajos! Tego to nie mogę przegapić! Przyłączyłam się więc do niewielkiej grupki ludzi siedzącej na schodach, myśląc, że to zwykli gapie – tak jak ja. Ale coś mi nie grało – częstowali się kawą, herbatą, kanapkami ze stołu szwedzkiego, rozmawiali jak starzy znajomi. Rimaj oczywiście odszedł gdzieś, zafascynowany możliwością robienia zdjęć. Stałam tam więc dalej, miło uśmiechając się do wszystkich. W pewnym momencie pan z krótkofalówką w ręce poprosił o ciszę i powiedział:

– Poproszę… panią, panią, pana i… – w tym momencie spojrzał na mnie. Uśmiechnął się zapraszająco. W tym momencie przed oczyma zobaczyłam swoją przyszłość – blaski fleszy, czerwony dywan, limuzyny, tłumy fanów, Oscara, pięć willi z basenami, wakacje na Seszelach…

– No chodź już, bo nudno jest… – usłyszałam głos Rimaja. I magiczny moment minął, zerwał się kontakt wzrokowy z panem Krótkofalówką i czar prysł.

– … i jeszcze pana.

Nie zostałam wybrana. Moje spojrzenie prawie zabiło Rimaja. Pomógł mu tylko fakt, że jest ojcem moich dzieci, które bardzo go kochają. A byłam tak blisko wielkiej kariery statysty!

Poniżej uwieczniony bieg pana Janusza oraz mój niemy podziw już po stracie szansy na występ w filmie 😉

 

Ps. Cała kręcona scena polegała na tym, że pan Janusz podbiegał do samochodu, wsiadał i odjeżdżał. I tak z pięćdziesiąt razy. Nuda.

 

Share: