Mój Pan Dentysta nie wygląda jak Brad P. ale można śmiało powiedzieć, że jest blisko. A każda kobieta chce ładnie wyglądać dla Brada. O ile można mówić o atrakcyjności siedząc z rozdziawioną do granic możliwości jamą gębową. Ze ssakiem w kąciku ust lub ze spływającą śliną. Ale wszystkie poradniki krzyczą: „Bądź piękna!” No więc byłam! Tylko nie idźcie w moje ślady!

Trafiłam do Pana Dentysty nagle, gdy odpadło mi pół zęba odbudowanego miesiąc wcześniej przez inną panią dentystkę. Naprawił, zrobił przegląd. Znalazł dziesięć dziur w pozostałych zębach. DZIESIĘĆ! A do pani dentystki chodziłam regularnie co pół roku i nigdy nic nie znalazła! Pomyślcie tylko, borowanie, znieczulenia, ssaki, dłubaki i inne cholerstwa do dziesięciu zębów! A mój próg bólu jest bardzo niski. Wiedzą to wszyscy, którzy mnie znają. Kobiety chodzą na manicure czy do fryzjera dla relaksu. U mnie nigdy nie jest to zen, zawsze jakiś tam ból. Jedynie wizja comiesięcznych widzeń przystojnego oblicza Pana Dentysty mogła osłodzić stres i mający nadejść horror wydawał się odrobinę mniejszy. Przetrwałam dzielnie drugą wizytę. Nie wspomnę, że aby Pan Dentysta mógł podać mi znieczulenie, Pani Pomoc Dentystyczna musiała trzymać mnie za głowę. Ale wszyscy tak mają, no nie? Przy trzeciej wizycie nie chciałam znieczulenia. Skoro nie ma kanałowego to wolę przetrwać borowanie sama sobie miażdżąc kości palców niż znowu przeżyć to kłucie. Do siódmego zęba szło gładko. Okropność borowania wynagradzał mi widok przystojnego oblicza Pana Dentysty. Nie szkodzi, że ukrytego za goglami i maseczką oraz moim rozmazanym od łez wzrokiem. Ósmy ząb był niespodzianką. Wydmuszką. Niby mała dziurka a jak dotknięta wiertłem to pustak w środku. W sensie, że ząb pusty. I Pan Dentysta mi tym wiertełkiem diamentowym pojechał po środeczku czarnej dziury. Myślałam, że umarłam. Cóż, kanał. A nawet dwa… 450 zł nie moje… Ale spoko, jeszcze tylko dwa zęby zostały. I przeszły bezproblemowo ale znowu ze znieczuleniem. Takie małe znieczulenie to nic przy gwałcie nerwu. Nareszcie nastał wielki dzień Ostatniej Wizyty. Wiedząc, że nareszcie jest szansa poflirtować  bo bólu nie będzie, strzeliłam sobie staranny make up i poszłam z uśmiechem – w końcu to tylko usuwanie kamienia i fluoryzacja. Żadnego borowania. Lajcik. Po paru minutach doznałam oświecenia. Przysięgam, borowanie jest piękne i cudowne. Fantastyczne. Chcę tylko borowania. Zabierzcie ode mnie ten usuwacz kamienia! Tortury, znęcanie się nad ludźmi, ja nie chcę!!!!! Trwało to może z piętnaście minut po czym Pani Pomoc Dentystyczna zdjęła mi gogle i razem z Panem Dentystą starali się nie patrzeć w moją stronę. Co jest? Schrzanili coś? Zębów nie mam? Dostałam do ręki lusterko:

– Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie.

– Ty, o Piękna Pando.

Tusz spłynął zachwycającymi kaskadami i zrobił ze mnie Piękną Pandę. A raczej upiora z Halloween. I z flirtu nici. Moja rada urodowa godna stylistki – nigdy nie maluj się do dentysty. Zwłaszcza przystojnego.

 

 

 

Share: