W dni szkolne czuję się jak w „Dniu świstaka”*. Lub jak w matrixie, w którym nie nadążają naprawiać błędów. 6.30 – dzwoni budzik, zwlekam się z łóżka i powolnym krokiem idę budzić Bibicha. Nie jest to łatwe, bo ma 180 cm wzrostu i piórkiem nie jest a żeby go obudzić trzeba go siłą wydobyć z łóżka. Mam już na to sposób – ściągam mu nogi na podłogę a potem zapierając się z całej siły i ciągnąc za ręce, zmuszam do siedzenia. Teraz decydujący moment – gadka motywacyjna:

– Wstawaj bo bus odjedzie i będziesz szedł piechotą.

Działa w dziewięćdziesięciu przypadkach na sto. W pozostałych dziesięciu działa:

– Nie zdążysz zjeść śniadania.

O tak., brak śniadania boli go najbardziej, więc z oporami, ale wstaje. I wtedy zaczyna się to co najpiękniejsze, istna porankowa uczta dla uszu:

– Mama, siku.

– To idź do łazienki i przy okazji ubierz majtki.

Po chwili:

– Zrobiłem. Mama, zęby?

– Tak, zęby.

– A dasz buziaka?

– Tak, przed wyjściem.

– A cześć dasz?

– Tak, przed wyjściem.

Po sekundzie:

– Już!

– Nie, nie już bo dopiero pastę nałożyłeś. Szoruj 30 razy.

I słyszę „raz, dwa, trzy, jedenaście, dwadzieścia, dwadzieścia dziewięć…”

– JUŻ!

– OK.

– A dasz buziaka?

– Tak, przed wyjściem.

– A cześć dasz?

– Tak, przed wyjściem. Idź się ubierz.

– Mama, koszulkę też?

– Nie, koszulkę po śniadaniu.

– Już. Mogę zjeść?

– Tak, płatki są w kuchni.

– A dasz buziaka?

– Tak, przed wyjściem.

– A cześć dasz?

– Tak, przed wyjściem.

Teraz następuje jakieś pięć minut ciszy bo wiadomo, jak się je to się nie gada.

– Zjadłem. Umyć miskę?

– Tak, umyć.

– A dasz buziaka?

– Tak, przed wyjściem.

– A cześć dasz?

– Tak, przed wyjściem.

Nadjeżdża bus więc popędzam go do wyjścia.

– Mama, kurtkę?

– Tak, kurtkę. I czapkę.

– Mama, buty?

– Tak, buty.

– Już. Daj buziaka.

Daję.

– I cześć.

Podaję mu rękę.

Teraz jeszcze trzy do pięciu razy powtórzy „pa!” i już go nie ma. Ale zawsze jeszcze wróci, żeby zapytać:

– Gdzie jest tata? W pracy czy na rowerze?

I nie pójdzie na busa dopóki nie dostanie odpowiedzi. Potem jeszcze ze trzy razy „cześć” powie i wreszcie znika. A ja nagle nie wiem co z tą ciszą zrobić.

Bibich ma prawie 16 lat i zespół Aspergera. Czuje wewnętrzny przymus zadawania pytań a brak odpowiedzi powoduje zwiększenie częstotliwości pytań. Kiedyś na odcinku 40 km pokonywanym autem zadał mi 142 pytania. Dla niego to jest rutyna, która musi się odbyć, żeby czuł się bezpiecznie.  A może po prostu nagram odpowiedzi i rano będę tylko wciskać play i repeat?

*Fil z lat 90, w którym główny bohater (Bill Murray) budzi się ciągle tego samego dnia i przeżywa te same przygody – zdarza mu się nawet kilka razy umrzeć.

 

 

 

 

 

Share: