Jak cholera. Serio, są na tyle upierdliwe, że czasem zastanawiam się czy jestem w pełni normalna. Bo wiecie, niby wszystko ok ale jednak są rzeczy, które doprowadzają mnie do szału. Ale tylko mnie bo inni nawet ich nie zauważają.

TV

Oglądając jakiś film MUSZĘ znać jego tytuł i nazwiska przynajmniej dwóch głównych aktorów. Serio, nie skupię się na fabule, dopóki nie zaspokoję swojej ciekawości. TO NIE JEST NORMALNE.

LEKI

Leki, które podaję Filipowi MUSZĄ zostawać w opakowaniu w parzystej ilości. Jeśli jakąś dawkę przegapimy i w listku zostanie jedna tabletka, biorę następny listek, żeby było parzyście a ta jedna jedyna w starym listku czeka na czas kiedy znowu zapomnimy o jakiejś dawce. TO NIE JEST NORMALNE.

FIRANKA

Nie zaznam spokoju, jeśli firanka wisi krzywo albo jest gdzieś zagięta. Musi wisieć symetrycznie i idealnie prosto. Nie może być też przerwy pomiędzy firanką a zasłonką, muszą doskonale do siebie przylegać. Jeśli coś jest nie tak to MUSZĘ podejść i poprawić. A nie daj Boże zobaczę to przed snem. To choćby nie wiem jak byłabym zmęczona, muszę wstać i poprawić. Bo nie zasnę. TO NIE JEST NORMALNE.

PRANIE

Pranie musi być powieszone według systemu „co druga linka” czyli duże sztuki na zmianę z drobnymi. Mam wrażenie, że wtedy szybciej schnie. No i oczywiście musi wisieć z idealnie prosto ułożonymi szwami zarówno w bluzkach jak i spodniach. TO NIE JEST NORMALNE.

ZLEW

Bardzo przeszkadzają mi nie umyte naczynia w zlewie. Ale wystarczy je przestawić gdzieś obok i już czuję się lepiej. Zdaje się, że sam zlew generuje złe emocje. TO NIE JEST NORMALNE.

SZUFLADY

Szuflady muszą być domknięte, nic nie może z nich wystawać. Jak wystaje to jakby mi ktoś mózg widelcem trącał, kłuje i uwiera. Musi, MUSI zostać schowane do środka a szuflada zamknięta. TO NIE JEST NORMALNE.

A najlepszy z tego jest fakt, że jako dziecko byłam straszną bałaganiarą, taką – wiecie – syf, kiła i mogiła. Jak poszłam na swoje to mi się zmieniło. Jest więc może nadzieja dla Miśki! Ale patrząc na Rimaja, ta nadzieja płonie ogniem piekielnym przy akompaniamencie diabelskiego chichotu.

Na szczęście nie jestem jeszcze na etapie sprawdzania miliona razy czy zakręciłam wodę lub wyłączyłam kuchenkę. O, albo po chodniku chodzę jeszcze bez stresu, nie martwię się o nadeptywanie na linie. Ale obawiam się, że jestem już niedaleko takiego stanu. A jak jest z Wami?

Uważajcie, Wasze dziwactwa czyhają na Was wszędzie i się nie patyczkują! Nie dajcie im wygrać bo na miejsce w szpitalu psychiatrycznym trzeba długo czekać!

Share: